Looking for something?

In Standard

Inna Francja

Inna Francja

Na temat Édouarda Louisa można powiedzieć z całą pewnością niejedno: że jest jednym z silniejszych, zaangażowanych głosów w dzisiejszym świecie kultury, że wspaniale się go czyta oraz słucha i że zdobywa uznanie na całym świecie pisząc niewygodną dziś prawdę. Po lekturze jego „Historii przemocy” i warszawskim spotkaniu autorskim śledzę wywiady których udziela, wpisy w mediach społecznościowych, które udostępnia i czekam na kolejne możliwości obcowania z jego talentem. Wiedziałam, że „Koniec z Eddym” to będzie jego kolejna świetna książka. Nie pomyliłam się, choć jest małe ziarenko piasku, które uwiera mnie w tym literackim bucie, ale zostawię to na koniec.

„Koniec z Eddym” to kolejna autobiograficzna pozycja autorstwa Édouarda Louisa. W Polsce ukazała się po „Historii przemocy”, natomiast chronologicznie to właśnie od niej wszystko się zaczęło. Louis nie skupia się w niej na jednym, konkretnym wydarzeniu, jak w „Historii przemocy”, ale na swoim dzieciństwie, warunkach w jakich przyszło mu dorastać, odkrywać siebie, swoją seksualność i tożsamość. Towarzyszymy mu w jego bolesnych kontaktach z „kolegami” ze szkoły, w różnego rodzaju inicjacjach i w procesie kształtowania relacji z rodziną. Nie jest to łatwa wędrówka, powiedziałabym nawet, że bardzo trudna, często bolesna i zwyczajnie smutna. W czasie lektury pojawiły się dwa momenty przez które nie byłam w stanie przebrnąć, czułam na sobie jego ból, poczucie wstydu i upokorzenia. Jeśli pisarz jest w stanie tak mocno przenieść na czytelnika swoje emocje odczuwane przez niego w opisywanych sytuacjach, to moim zdaniem odniósł największy sukces.

Drugim bardzo ważnym dla mnie aspektem ten książki jest „odparyżowanie” Francji. Jako nauczyciel języka francuskiego staram się walczyć z wszechobecnymi stereotypami, sprowadzającymi Francję do bagietki jedzonej pod wieżą Eiffla i popijanej czerwonym winem. Louis robi dokładnie to samo. On nie pisze o literackich dysputach przy kawie z papierosem w ustach, ani o kieliszku wina pitym przy obiedzie w mieszczańskiej rodzinie. On pisze o biedzie, o piciu wódki każdego dnia, o pracy w fabryce, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie i o telewizji będącej jedyną rodzinną rozrywką. Jestem pod wrażeniem jego otwartości, gdy o tym mówi. W wywiadach Louis wielokrotnie powtarzał, że rodzina nie może pogodzić się z tym, co o nich napisał. On jednak postawił na prawdę, bez tuszowania bolesnych lub niewygodnych szczegółów.

Miejscowość z której wywodzi się Louis jest pełna przekazywanych z pokolenia na pokolenie klisz: że „to mężczyzna ma być głową domu”, że „lanie mu trzeba spuścić (…), tylko w taki sposób wyrasta się na mężczyznę”, że skoro „zawsze [jest] w towarzystwie dziewczyn (…) to na pewno na pedała nie wyrośnie” oraz że nie można „pozwolić żeby Murzyn cię pouczał”. Co pokazuje, że ten nęcący wszystkich Zachód niewiele się różni od innych krajów i że problemy wszędzie są takie same, bez względu na szerokość geograficzną. Myślę, że ten uniwersalny charakter prozy Louisa przyczynia się do jego ogromnego sukcesu. Bardzo łatwo się z nim utożsamić, odnaleźć między stronami swoje własne problemy i odczarować magiczny i idealny świat Zachodu, w którym niby zawsze jest lepiej.

„Koniec z Eddym” to niezaprzeczalnie dobra, realistyczna literatura. Zastanawiam się tylko jak odebrałabym ją bez znajomości książki Didiera Eribona „Powrót do Reims”. Louis często podkreśla wpływ, jaki Eribon wywarł na jego życie i twórczość, zadedykował mu nawet swoją książkę. Dla mnie jednak te dwie pozycje – „Koniec z Eddym” i „Powrót do Reims” – to książki bliźniacze. „Koniec z Eddym” zostało napisane pięć lat po „Powrocie do Reims”, natomiast opisywaną w nich rzeczywistość dzieli mniej więcej 30 lat. Można oczywiście skupić się na tym, że obaj przywołują te same problemy,  obaj przechodzili przez podobne trudności związane z ich tożsamością seksualną oraz edukacją, co pokazuje, że problem akceptacji odmienności oraz dziedziczenia biedy jest wciąż aktualny, ale… no właśnie, czy książka Louisa wnosi coś nowego? Czy zawiera w sobie coś, czego nie znajdziemy u Eribona? Ogromną przewagą „Powrotu do Reims” jest, jak bardzo słusznie zauważyła Paulina z „Do dzieła”, z którą rozmawiałyśmy o tych książkach, silne podparcie filozoficzne i socjologiczne. U Louisa mamy po prostu świetnie opowiedzianą historię jego życia. Być może, paradoksalnie, właśnie to jest jej zaletą: oddziaływane bezpośrednio do wyobraźni i emocji czytelnika bez przywoływania wielkich nazwisk świata filozofii, co sprawia, że może ona dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Gdybym czytała je oddzielnie, bez myślenia o tej drugiej, to powiedziałabym, że obie są wspaniałe. W zestawieniu ich ze sobą, to Eribon zyskuje w moim odczuciu przewagę.

Édouard Louis (właść. Eddy Bellegueule) urodzony w 1992 roku, sympatyzuje z francuską lewicą, mówi głośno o przemocy, homofobii, biedzie i krzywdach wyrządzanych przez partie rządzące. Jest artystą zaangażowanym, który według magazynu Les Inrockuptibles redefiniuje francuską kulturę. W Polsce zostały wydane dwie jego książki: „Historia przemocy” oraz „Koniec z Eddym”. Obie nakładem wydawnictwa Pauza i w tłumaczeniu Joanny Polachowskiej.

Édouard Louis
Koniec z Eddym (En finir avec Eddy Bellegueule)
Tłumaczenie: Joanna Polachowska
Wydawnictwo Pauza (Seuil)

Tagged In:
0 Comment 1910 Views

Leave a Reply