Looking for something?

In Standard

Między Wschodem a Zachodem

Między Wschodem a Zachodem

To, że bardzo podoba mi się twórczość Anandy Devi wiecie już z tekstów, które pisałam o jej poprzednich, wydanych w Polsce książkach: „Zielonym sari” oraz „Ewie ze swoich zgliszcz”. Jeśli czytaliście tamte teksty, to wiecie również, że ogromnym szacunkiem darzę Wydawnictwo w Podwórku, które nie tylko podjęło trud wydania tych książek, ale również dołożyło wszelkich starań, aby Czytelnik trzymał w rękach starannie wykonaną pozycję z bardzo wartościowym posłowiem tłumacza. Dlatego kiedy dostałam egzemplarz „Smutnego ambasadora”, trochę się obawiałam, że ciężko będzie mi napisać coś nowego o pisarce, o której dziełach już pisałam. Zazwyczaj bowiem jeśli czytamy utwory tego samego autora, dostajemy inną fabułę, innych bohaterów, ale styl, emocje i forma już nas raczej nie zaskakują, wiemy czego się spodziewać. Przy książkach Anandy Devi jest zupełnie odwrotnie.

„Smutny ambasador” to już trzecia książka Anandy Devi, którą przeczytałam w przeciągu roku i mogę śmiało stwierdzić, że nie dość, że każda jest bardzo dobra, to jeszcze każda jest zupełnie inna. Ta inność jest widoczna już na pierwszy rzut oka, ponieważ „Smutny ambasador” to zbiór nowel, a nie jak w przypadku poprzednich książek – spójna całość przedstawiająca jedną historię. Co więcej, styl Devi nigdy nie jest taki sam. Jakież było moje zaskoczenie, gdy w niektórych nowelach pojawił się sarkazm lub humor. Nie spodziewałam się tego po autorce podejmującej wcześniej tak trudne tematy jak m.in. przemoc wobec kobiet, którą opisywała tak, że sama czułam cierpienie bohaterek poprzednich książek. W jej nowelach oprócz humoru można znaleźć również wątki fantastyczne, które mieszają się z tymi realistycznymi. Przyznam, że czytając, miałam momentami skojarzenie z twórczością Olgi Tokarczuk. Devi, podobnie jak Tokarczuk, ma wyjątkowy dar obserwacji ludzi i niezwykle sprawnie potrafi te obserwacje przelać na papier. To co jeszcze łączy obie pisarki to obecność w ich twórczości elementów magicznych i ludowych (o tym za chwilę) oraz przestrzeń pozostawiona czytelnikowi na mniej lub bardziej swobodną interpretację czytanych słów. Nie zawsze Devi mówi o wszystkim wprost, Czytelnik może sam wyczytać między wierszami to, co chce mu przekazać, aczkolwiek jak to zawsze jest w przypadku jej książek, możemy liczyć na wskazówki interpretacyjne, znajdujące się w posłowiu Krzysztofa Jarosza.

Wspomniałam o elementach ludowych. Te nowele są naszpikowane wiedzą na temat kultury hinduskiej przedstawionej tak plastycznie, że czuć lejący się z nieba skwar, słychać modlących się ludzi, widać feerie barw,którą mienią się stroje i ulice. Niezwykle ciekawe w tych nowelach jest również zestawienie i ukazanie wzajemnego niezrozumienia się światów Wschodu i Zachodu, które jest moim zdaniem lejtmotywem tych opowieści. Bardzo podobały mi się puenty, które uwypuklały odmienność tych dwóch światów. Osobiście uwielbiam takie zestawienia przypominające nam, że świat to nie tylko Europa i Stany Zjednoczone i że czasem trzeba otworzyć oczy, uszy i serca na odmienność, która jest tak bardzo wartościowa.

Jak to zwykle bywa ze zbiorami nowel lub opowiadań, każdy tekst traktuje o czymś innym, jednak jak rozwinął to Krzysztof Jarosz w swoim posłowiu, nowele nie zostały dobrane przez Devi w sposób przypadkowy i często elementy lub bohaterowie z jednego tekstu są wspomniani w drugim, co tworzy z tego zbioru sieć niezależnych, a jednak powiązanych ze sobą historii. Nowelami, które szczególnie skradły moje serce są „Po przygodę” oraz „Orchidea”. Pierwsza opowiada historię Amerykanki, która „po osiągnięciu sześćdziesiątego roku życia postanowiła zafundować sobie przygodę” i wyruszyć w podróż do Indii, w czasie której odkryła coś znacznie innego od tego, czego się spodziewała. „Orchidea” z kolei to piękna i emocjonalna opowieść o kobiecie, która rodziła jedno dziecko za drugim, a jedno z nich było zupełnie inne od pozostałych. Nie chcę tutaj się wdawać w szczegóły fabuły, ponieważ uważam, że krótkie formy należy czytać, a nie streszczać. U Devi na kilku stronach otrzymujemy historię bogatszą niż w niejednym 500-stronicowym tomiszczu.

Bardzo mi się podoba twórczość Anandy Devi i możliwe, że podchodzę do niej czasem bezkrytycznie, ale uważam, że dzięki jej twórczości dostajemy zupełnie inny wymiar literatury, który jest wspaniałym oddechem od wciąż powracających tematów i form używanych w literaturze amerykańskiej lub europejskiej.

Ananda Devi
Smutny ambasador (L’ambassadeur triste)
Tłumaczenie: Krzysztof Jarosz
Wydawnictwo w Podwórku (Gallimard)

0 Comment 879 Views

Related Post

Wyjątkowa książka

Wyjątkowa książka

Leave a Reply