Looking for something?

In Standard

Obserwując życie

Obserwując życie

„Codzienność Gordany – skrytej i posągowo pięknej kasjerki – utkana jest z monotonii. (…) Pewnego dnia przez nieuwagę z jej portfela wypada rodzinna fotografia. Widzi to Jeanne [która] próbuje zrekonstruować możliwą historię Gordany (…) i dokonać rozrachunku również z własnym życiem.” Ten opis fabuły można przeczytać na okładce książki „Nasze życie”. Moim zdaniem jednak zupełnie nie oddaje on tego, co czytelnik odnajduje na jej kartach. A jest tam ukryta wielka literacka wartość.

„Nasze życie” przypomina mi rozmowę z moją babcią, zawsze zaczynałyśmy od mojego pytania „a dlaczego?” i babcia dawała się ponieść historiom swojego życia sprawnie przechodząc od jednej osoby do drugiej, od jednego roku do czasów dziesięć lat późniejszych i od warszawskiego mieszkania do wakacji w Zakopanem. Słowem, moja babcia to królowa dygresji. Marie-Hélène Lafon jest taka jak ona. Książka „Nasze życie” to precyzyjnie utkana sieć wspomnień Jeanne i domysłów dotyczących obserwowanych przez nią postaci dnia codziennego. Czytając tę książkę czytelnik ma wrażenie, że płynie na ich fali, odbijając się od kolejnych brzegów. Autorka przechodzi od jednej myśli do drugiej i nie oddziela ich podrozdziałami, gwiazdkami ani innymi separatorami, pozwala im swobodnie się snuć. I te rozmyślania bardzo przyjemnie się czyta, a raczej dryfuje po kolejnych zdaniach.

Lafon jest niezwykłą obserwatorką życia, co pokazuje oddając głos Jeanne. Sposób w jaki pisała o codziennych, z pozoru nieistotnych czynnościach lub o bibelotach, którymi się otaczała przywodziła mi na myśl Wisławę Szymborską. Obie dostrzegają magię w tym, co zwykłe, umieją ją nazwać i podzielić się swoim zachwytem z czytelnikiem.

Moim zdaniem największą zaletą tej książki jest jej język, fabuła jest absolutnie drugorzędna. Iście proustowskie zdania, które ciągną się przez pół strony, nie są ciężkie, wręcz przeciwnie, gdyby je poszatkować, straciłyby na wartości. Lafon używa mnóstwa przymiotników, obrazowych porównań, często używa wielu synonimów, co dodaje jej stylowi kolorytu i sprawia, że jest bardziej poetycki.

Horacio Fortunato byłby doskonałym ojcem, ojcem dużą literą, nieogarnionym, niezapomnianym, nieuleczalnym, nieprześcignionym, niezatapialnym; ta skarbnica drobnych i stałych przejawów uwagi, czułości bez skazy, miłości organicznej, cierpliwości anielskiej, życzliwego autorytetu, bezpiecznej stanowczości, te pokłady świdrujących niepokojów i przeszywających obaw nie zostaną wykorzystane, nie zostały wykorzystane, pozostaną w ciasno ułożonych stosach, w wybitych filcem labiryntach jego wewnętrznych magazynów, z powrotem w proch się obrócą, zgniją mu pod skórą, skwaśnieją i, powolutku, zatrują mu resztę życia, dni tygodnie miesiące lata.

Uważam, że ta książka jest bardzo trudną pozycją z uwagi na jej rzadko widziany w Polsce styl. Zdarzało mi się, że musiałam ponownie przeczytać jakiś akapit ponieważ odpływałam, nie byłam do końca skupiona i od razu czułam, że coś tracę. Tutaj każde słowo jest po coś i zapewne z tego powodu „Nasze życie” ma zaledwie 157 stron. Jest to objętość, która pozwoliła autorce utrzymać językową precyzję, a czytelnikowi – skupienie i docenienie językowego kunsztu.

Warto podkreślić również, że zapewne było to karkołomne zadanie dla Agaty Kozak, która przetłumaczyła książkę. Język polski i francuski różnią się pod względem precyzji określeń więc mogę się domyślać, że momentami ciężko było znaleźć odpowiednie synonimy. Czasem widać, że sprawiało to trudność tłumaczce, np. we fragmencie „”szalony” było jego ulubionym słowem z powodu wymowy zakładającej pewne zaokrąglenie ust, jak do czułego pocałunku”. Domyślam się (niestety nie miałam w rękach oryginału), że Lafon użyła słowa „fou” (wym. „fu”), które rzeczywiście znaczy „szalony”, ale po polsku tłumaczka zgubiła wartość tego słowa dla bohatera. Mówiąc „szalony” nasze usta nie układają się do pocałunku. Warto byłoby czasem dłużej się zastanowić nad doborem polskich słów.

Marie-Hélène Lafon (ur. 1962) jest nauczycielką łaciny i greki i ten związek z klasyczną kulturą da się wyczuć w jej książce. Zaczęła pisać w wieku 34 lat, a mimo to ma na swoim koncie kilkanaście pozycji. Jej pierwsza książka „Le Soir du chien” otrzymała nagrodę Renaudot przyznawaną przez licealistów. Otrzymała również nagrodę Goncourtów za opowiadania „Histoires”, a książka „Nasze życie” była nominowana do nagrody Goncourtów w 2017 roku.

Marie-Hélène Lafon
Nasze życie (Nos vies)
Tłumaczenie: Agata Kozak
Wydawnictwo Literackie (Gallimard)

Tagged In:
6 komentarzy 80 Views

Related Post

Kim jestem?

Kim jestem?

6 komentarzy

  1. Książka wydaje się być ciekawą pozycją dla osób, które lubią książki obyczajowe i delektują się każdym zdanie 🙂 coś jak krótsza (dużo krótsza) wersja naszego Dukaja 🙂 a czy wiadomo coś o innych książkach autorki, która zostały wydane w języku polskim?

    1. W Polsce ukazała się jeszcze książka „Joseph”, również nakładem Wydawnictwa Literackiego 🙂

      1. Oooo… dziękuję za informację! Pewnie sięgnę kiedyś po jedną i po drugą 🙂

  2. Pisze Pani o przekładzie nie znając oryginału.

    1. Tak, ma Pani rację, dlatego sprawdziłam jak brzmiał ten fragment w oryginale i było to rzeczywiście słowo „fou”: „fou était son préféré pour l’arrondi des lèvres qu’il suppose, comme un baiser tendre.” Po prostu rzuciło mi się to w oczy podczas lektury, ponieważ słowo „szalony” nie wywołuje takich „akrobacji” ustami, o jakich mowa w tym fragmencie. Ale zgadzam się z Panią, że mogłam to sprawdzić przed napisaniem tekstu, a nie po.

  3. Dziękuję za odpowiedź. Doceniam, że sięgnęła Pani do oryginału, żeby skonfrontować swoje przypuszczenia. Pozdrawiam!

Leave a Reply