Looking for something?

In Standard

La rentrée littéraire, czyli dlaczego Francuzi wydają książki dwa razy do roku?

La rentrée littéraire, czyli dlaczego Francuzi wydają książki dwa razy do roku?

La rentrée littéraire, to najważniejsze wydarzenie w literackim kalendarzu Francji i Belgii, które można by przetłumaczyć jako „literacki powrót”, lub mniej dosłownie – „literackie otwarcie”. W tym okresie, przypadającym na jesień (od końca sierpnia do końca października) i styczeń, wydawana jest największa ilość książek, mówimy tu o ok. 600 tytułach wydawanych jednocześnie. Wśród nich znajdziemy oczywiście wiele znanych nazwisk francuskich lub belgijskich, ale także debiutantów oraz pozycje zagraniczne.

Koncept la rentrée littéraire powstał w drugiej połowie XIX wieku, ale sama nazwa została po raz pierwszy użyta w 1936 roku na łamach gazety Le Figaro. Nazywano tak powrót wielu aktywności kulturalnych, nie tylko literackich, po martwym okresie wakacyjnym. Ale przede wszystkim jest to spowodowane ogromną ilością nagród literackich, w tym tej najbardziej prestiżowej – nagrody Goncourtów – przyznawanych w listopadzie. Dlatego właśnie wydawcy wolą wydawać książki we wrześniu, żeby jury przypadkiem nie zapomniało o proponowanych przez nie pozycjach.

Zimowe rentrée littéraire, które pojawiło się znacznie później, związane jest oczywiście z nowym rokiem, będącym doskonałą okazją np. do uzupełnienia domowej biblioteki w pobliskiej księgarni. Często wydaje się wtedy kolejną książkę autora nagrodzonego w poprzednim sezonie.

Sama idea jest bardzo ciekawa: wszystkie książki wydawane są na raz, a w zasadzie na dwa razy, więc oczy mediów i czytelników we wrześniu i styczniu są skierowane zawsze w jedną stronę. Ale jeśli się dobrze zastanowić, to takie rozwiązanie sprzyja niezdrowej konkurencji. Bogate wydawnictwa z łatwością mogą zjeść te, które nie mają pieniędzy na porządną kampanię reklamową i na dotarcie do dystrybutorów. Co roku, po Paryskim Salonie Książki (le Salon du livre de Paris), księgarze otrzymują od wydawnictw pełną listę książek, mających się ukazać we wrześniu i rozpoczyna się kilkumiesięczna walka o klienta w postaci spotkań, kolacji czy też rozsyłania gadżetów. Stawka jest ogromna, ponieważ z przyczyn lokalowych lub finansowych, większość księgarń zdecyduje się rozprowadzać tylko niektóre tytuły. Przebić się przez gąszcz około 600 tytułów to nie lada wyzwanie. W wywiadzie z socjolog Gisèle Sapiro, znajdziemy informację, że czytelnicy i środowiska literackie są w stanie zauważyć maksymalnie 50 tytułów. A zatem co się dzieje z pozostałymi 550? Kiedy przeglądam prasę lub słucham radia w tym okresie, ciągle przewijają się te same tytuły i nazwiska.

A co jeśli chcemy dotrzeć do czytelników z książką, która jest debiutem? Znowu, wszystko zależy od zasobności wydawnictwa. Jeśli autor ma szczęście zadebiutować w dużym i ważnym wydawnictwie, to rentrée littéraire jest dla niego idealną okazją do tego, by być na ustach wszystkich. Natomiast jeśli jego wydawnictwo nie ma aż tylu środków i siły przebicia, debiut może okazać się niestety porażką, o czym często nie zadecydują walory literackie, bądź ich brak, lecz mechanizmy rynku. Na szczęście Francuzi są dość ciekawi nowości i często z zaciekawieniem odkrywają nowe nazwiska, które mają szansę zrewolucjonizować francuski rynek literacki.

Kiedyś w rozmowie, znajomy Francuz, zwrócił uwagę na jeszcze inny aspekt rentrée littéraire. Dzięki temu „zmasowanemu atakowi” książek, pojawia się wspaniały temat do rozmów przy kawie lub winie w paryskiej (miasto też ma duże znaczenie dla tego wydarzenia) kawiarni. Ludzie dyskutują o najnowszych książkach, porównując i analizując swoje literackie doznania. Są tworzone nawet grupy dyskusyjne, np. na portalu Babelio (odpowiednik polskiego Lubimy Czytać), gdzie postawione jest wyzwanie, aby czytelnicy, we wspólnej grupie, zrecenzowali wszystkie książki z danego rentrée littéraire. Nawet wspólnie nie jest to proste zadanie, ponieważ w zeszłym roku zrecenzowano „jedynie” 86% książek wydanych w czasie rentrée littéraire. Poza tym, czytelnicy, którzy nie mają wyrobionych literackich gustów, nie mają ulubionych gatunków bądź autorów, dostają podane na tacy tytuły, które „trzeba przeczytać”, a co za tym często idzie, „trzeba kupić”. Idąc tym tropem, media również mają świetną okazję, aby zapraszać gości, organizować debaty, pisać recenzje, wydawać numery specjalne magazynów i drukować dodatki do prasy codziennej. Wszyscy żyją tym wydarzeniem.

A co się dzieję przez pozostałą część roku? W księgarniach również można znaleźć nowości, ale mówi się o nich znacznie mniej. Mają one także dużo mniejsze szanse na otrzymanie najważniejszych nagród literackich. Każde wydawnictwo podejmuje indywidualną decyzję dotyczącą momentu wydania książki. Wszystko zależy od tego, czy dana pozycja ma stanąć w szranki z innymi tytułami, czy też ukazać się w dużo mniej medialnym i prestiżowym okresie. Przypomina to trochę amerykańskie Oscary, decyzja o dacie premiery jest elementem strategii promocji.

Osobiście mam zawsze mętlik w głowie w tym okresie. Widzę te recenzje, okładki, wywiady, ale nigdy nie wiem co wybrać i od czego zacząć. Samo czytanie recenzji zajmuje bardzo dużo czasu, a większość francuskich nazwisk jest zupełnie nieznana w Polsce. Żeby to zmienić, zachęcam do śledzenia zimowego rentrée littéraire, podczas którego ukaże się m.in. najnowsza książka Michela Houllebecqa (w Polsce ukaże się w maju), Erica-Emmanuela Schmitta (autora słynnej książki „Oskar i pani Róża”) oraz Davida Foenkinosa (w Polsce znamy jego „Delikatność”). Jeśli chcecie zobaczyć jakie książki są najbardziej oczekiwane przez Francuzów, zajrzyjcie na Babelio.

A co Wy sądzicie o takiej formie organizacji roku wydawniczego?

Pisząc ten artykuł, korzystałam z tekstu Estelle Lenartowicz „La rentrée côté libraires”, który ukazał się we wrześniowym numerze magazynu Lire.

9 komentarzy 1486 Views

Related Post

Można, ale po co?

Można, ale po co?

Eseje od Wydawnictwa Kogut

Eseje od Wydawnictwa Kogut

9 komentarzy

  1. Z jednej strony ciekawe wydarzenie kulturalne i powód do dyskusji. Z drugiej nie wyobrażam sobie, żeby przez pół roku nie pojawiały się na rynku wydawniczym żadne nowości.

    1. Nie można powiedzieć, że poza tym okresem nie wychodzą ŻADNE nowości. Są one po prostu mniej widoczne i mniej się o nich mówi. Dodatkowo, jesienne rentrée może trwać nawet do trzech miesięcy, co powoduje, że w każdym tygodniu wychodzą kolejne tytuły. A poza tym, 600 książek…gdyby nic innego nie wychodziło przez cały rok, i tak nikt nie dałby rady wszystkiego przeczytać ?

  2. Chyba wolę nasz model – mniej zamieszania, więcej spokoju. Trochę to przypomina wyścig. No i jest to ewidentnie model promujący „dużych”. Intuicyjnie – wygrywają ci z większymi budżetami, nie ci z bardziej wartościową ofertą – prawda?

    1. No to narodził się temat na nowy wpis na blogu ? jak radzą sobie małe wydawnictwa we Francji np. w porównaniu z rynkiem polskim? Bo chyba małe wydawnictwa tam funkcjonują?

      1. Bardzo dobry pomysł, dziękuję! Na pewno napiszę na ten temat!

    2. Rzeczywiście, ale ci najbogatsi mają też najszerszą ofertę ponieważ cały rynek jest dość zmonopolizowany. Ciężko przebić się niszowym autorom i małym wydawnictwom.

  3. Bardzo rzadko czytam nowości, ale staram się być z nimi na bieżąco jeżeli chodzi o świadomość ich istnienia. Zazwyczaj dopiero po jakimś czasie jak już się „przegryzą” to sięgam po te według mnie najciekawsze. Nie ma wątpliwości, że taki system jak we Francji faworyzuje duże wydawnictwa. Tak się w ogóle zastanawiam jak tam wygląda rynek wydawniczy jeżeli chodzi o różnorodność wydawnictw? Bo jak sobie pomyślę, to wymienię może koło 5 tych największych. A reszta ?

    1. Reszta ma ciężki orzech do zgryzienia, ale wydawnictwa się nie poddają. Organizowany est na przykład co roku konkurs, w którym czytelnicy czytają fragmenty 40 książek różnych, małych wydawnictw i głosują na najlepszą. Zwycięskie tytuły i wydawnictwa otrzymują wsparcie finansowe. Może i jest to niewiele, ale zawsze coś 🙂

      1. Ooo fajny pomysł 🙂

Leave a Reply