Looking for something?

In Standard

Rozmowa o bibliotece komiksów francuskojęzycznych w Łodzi

Rozmowa o bibliotece komiksów francuskojęzycznych w Łodzi

Zapraszam do lektury wywiadu o nowo otwartej, łódzkiej bibliotece komiksów francuskojęzycznych, samych komiksach i o różnorodności kulturowej Francji, o których fascynująco opowiada Pan Lucas Dymny, Dyrektor Alliance Française Łódź.

Francuski Rozdział: W jaki sposób zrodził się pomysł stworzenia biblioteki komiksów ?

Lucas Dymny: Ten pomysł sam do nas przyszedł. Mieścimy się w Łodzi i szukaliśmy partnera, który miałby możliwość uzupełnienia naszego projektu i byłby związany z literaturą. Pierwszą instytucją z którą się skontaktowałem, byli organizatorzy łódzkiego Festiwalu Komiksu i na moje szczęście, mieli oni możliwość wejścia w tę współpracę. Festiwal istnieje już od 30 lat i posiadał zgromadzony w ciągu wielu lat swojej działalności ogromny zbiór komiksów. Wcześniej organizatorzy dysponowali czytelnią na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, ale z powodów finansowych została ona zamknięta 2 lata temu, a książki przeniesiono do piwnicy. Kilka tygodni po rozmowie z dyrektorem [festiwalu] zorganizowałem transport wszystkich pozycji, które znajdowały się w ich zbiorach, w czym bardzo pomogli nam studenci i wolontariusze. Rozmawiałem również z przewodniczącym Stowarzyszenia Alliance Française i projekt od razu ruszył pełną parą. Poinformowałem o tym także moich współpracowników z Ambasady Francji oraz z Instytutu Francuskiego, którzy byli zachwyceni tym pomysłem, zwłaszcza, że mieliśmy posiadać w zbiorach nawet więcej komiksów niż Instytut Francuski w Warszawie. Gdybyśmy mieli je kupić, nawet za 5 euro każdy, byłaby to ogromna kwota. Łatwo można więc zweryfikować ile warta jest ta współpraca.

Czyli tak naprawdę ta biblioteka powstała dzięki Łodzi, ponieważ to nie ja wyszukałem we Francji dwa tysiące komiksów, one już były na miejscu i czekały schowane, aż ktoś się o nich dowie. Osoby, które są zaangażowane w organizację Festiwalu mają bardzo napięty grafik, angażują się w wiele projektów, są znane również na arenie międzynarodowej i nie mają czasu na szukanie sali, w której mogliby urządzić czytelnię. My natomiast mieliśmy już miejsce, a nie mieliśmy książek, więc to była sytuacja idealna. Instytut Francuski również zaproponował nam pomoc. Frédéric Constant, Kierownik mediateki Instytutu Francuskiego w Warszawie i Koordynator ds. Książki  przyjechał na kilka dni do Łodzi, aby nauczyć naszych pracowników biblioteki katalogowania książek. Dla nas jest to etap przejściowy, ponieważ nasi pracownicy muszą być gotowi do wypożyczania książek. To dlatego na razie można jedynie czytać komiksy na miejscu. Planujemy rozpocząć działalność wypożyczalni w marcu 2020 roku. Nie mamy jeszcze możliwości i umiejętności, aby udostępnić komiksy do wypożyczenia, a chcemy uniknąć sytuacji, w której te piękne i wartościowe dla nas książki zaczną znikać. Wielkie otwarcie służyło nagłośnieniu naszych działań. Teraz będziemy organizować szkolenia, warsztaty dla dzieci, dla nauczycieli, żeby oni też odkryli tę dziedzinę sztuki, która jest słabo znana w Polsce. Kiedy rozmawiam z moimi kolegami z branży, 1 na 20 potrafi wymienić twórców innych niż Goscinny.   

FR: Jakie książki znajdują się w bibliotece ?

LD: Cała kolekcja dwóch tysięcy komiksów jest przede wszystkim w języku francuskim. Mamy m.in. tomy francuskich wydawnictw Dargaud, Gallimard i Glenat oraz belgijskich Casterman, Le Lombard i Dupuis. Większość naszych pozycji została wydana w ostatnim dziesięcioleciu, ale mamy też bardzo stare komiksy (np. Boba Morane’a), dzięki czemu możemy zobaczyć zmiany jakie dokonały się w komiksie na przestrzeni lat. Znajdziemy również propozycje twórców, którzy uczestniczyli w Festiwalu. To było bardzo ciekawe także dla nich, że ich prace dotarły do Polski i że są tutaj znani.

FR: Dlaczego komiks jest nazywany le 9ème art (9. sztuką)?

LD: Komiks to jest złożona dziedzina sztuki. To nie jest tylko tekst, ale koncepcja, bohaterowie, rysunki… To nie jest tak proste jak niektórym może się wydawać. Komiks to fuzja wielu form artystycznego przekazu, która pojawiła się później niż jej elementy składowe i która ma we Francji podatny grunt do rozwoju. W XX wieku rozwój ten przybrał wymiar narodowy i powstały takie komiksy jak Tintin, Asterix, Smerfy, z którymi Francuzi mieli bardzo silny związek emocjonalny od najmłodszych lat. Pokolenie moich rodziców nie miało telewizji w domu i jedyny kontakt z twórczością to było kilka stron w czasopismach Pilote, Spirou czy już w okresie międzywojennym Petit vingtième. Te komiksy były bardzo ważne dla wielu młodych Francuzów i Belgów XX wieku i dlatego pokazali je później swoim dzieciom. Podkreślmy, że praca twórców komiksów i rysowników, takich jak Goscinny, Hergé, w drugiej połowie XX wieku to była praca zbiorowa. Na przykład Morris, rysownik Lucky Luke’a, który był Belgiem i tak naprawdę nazywał się Maurice de Bevere, podróżował po Stanach Zjednoczonych w towarzystwie André Franquina (który narysował Gastona i Spirou), więc oni się znali bardzo dobrze, to był mały świat, udało im się połączyć siły i zrobić coś wspólnie. To był fenomen, nie ma czegoś podobnego na świecie i to naznaczyło kulturę całego pokolenia. Jest np. wiele wyrażeń, które przeszły do francuskiego języka potocznego, nawiązań w literaturze i innych dziedzinach sztuki.

FR: Pana zdaniem, dlaczego to właśnie Francuzi i Belgowie dominują w świecie komiksu?

LD: Nie. Oni nie dominują, jest jeszcze Japonia, Stany Zjednoczone, Włochy, Hiszpania. Jest też wielu artystów pochodzących z innych krajów, którzy tworzą we Francji i, podobnie jak Rosiński, zyskali tam uznanie. Na przykład Juanjo Guarnido pracujący w paryskim studiu Disney’a rysował komiks Blacksad. Jest to świetna seria przypominająca kryminał, w której jest trochę przemocy i seksu, ale bohaterowie mają zwierzęce twarze, co dystansuje czytelnika od tych kwestii. Seria Blacksad jest wielkim sukcesem we Francji i wydana przez francuskie wydawnictwo Dargaud mimo że twórcy są Hiszpanami. Niedługo powstanie nawet gra komputerowa stworzona na podstawie tej serii. Inny przykład: Gradimir Smudja pochodzi z byłej Jugosławii i również ma mocny związek z francuską sztuką. Wydał wiele komiksów na temat historii sztuki, na przykład „Z biegiem sztuki”, który przedstawia historię dziewczynki podróżującej poprzez wieki i spotykającej różnych artystów. Jest to zupełnie nowe podejście do historii sztuki, wchodzimy w świat tych artystów i możemy lepiej zrozumieć ich dzieła i ich samych. Smudja pisał między innymi o Van Goghu i Toulouse-Lautrecu.

FR: Zatem w komiksie istnieje to samo zjawisko, co w literaturze: są artyści z innych krajów, którzy tworzą po francusku.

LD: Tak, jest ich dużo. A co ciekawe, tempo pracy, warunki oraz tradycje różnią się w poszczególnych krajach.  Kiedy niemiecki artysta zaczyna tworzyć komiksy, robi to „po godzinach” swojej stałej pracy, ma problem ze znalezieniem wydawcy. Jest mało twórców niemieckich, którzy robią to zawodowo. Dla francuskich artystów tworzenie komiksów jest normalną pracą, osiem godzin dziennie, a potem wracają do domu, do rodziny. Jeśli nie trzymają się terminów, wydawca czeka. Jest to zupełnie inny system niż w Niemczech. To jest niezwykły rynek, którego nie da się porównać do żadnego innego.

FR: Kilka lat temu byłam w Brukseli i w Muzeum Komiksu widziałam wystawę poświęconą Rosińskiemu i miałam wrażenie, że to jest bardzo ceniony w Belgii twórca. Czy są jeszcze inni polscy twórcy komiksów, którzy są znani we Francji lub Belgii?

LD: Oczywiście, Rosiński to bardzo ważna postać. Jest również Marzena Sowa, autorka komiksu pt. „Marzi”, ale innych polskich autorów nie tak łatwo jest znaleźć we francuskich księgarniach. Problem jest nawet z naszymi łódzkimi gwiazdami: Marcinem Podolcem lub Kajetanem Wykurzem.  To jest bardzo ciekawe, że ci którzy mają nazwiska polskie są bardzo często tłumaczeni we Francji. Ale przejdźmy do Marzeny Sowy. Podobnie jak Marjane Satrapi i Riad Sattouf opowiada ona o swoim dzieciństwie nie z perspektywy osoby dorosłej, ale zachowując dziecięcą wizję rzeczywistości. Sowa opowiada o Polsce, Satrapi o Iranie, a Sattouf o Libii i Syrii. Jest to nowy sposób odkrywania historii, zapoczątkowany przez Satrapi i jej „Perspepolis”. To bardzo ciekawe, żeby skupić się na dzieciństwie w kontekście politycznym zupełnie innym od dzisiejszego. Ważne, żeby o tym opowiadać. I to jest wspaniałe, że Polska znalazła swój głos w postaci Marzeny Sowy. Mam nadzieję, że pojawią się kolejni, którzy będą mówić o innych okresach polskiej historii. We Francji mieszka wiele osób, które mają korzenie polskie i które obserwują to co się dziś dzieje w Polsce, ale nie znają już języka i polska kultura jest już im bardzo daleka. Ja też mam polskich przodków, w klasie miałem kolegów, którzy mieli polskie nazwiska, ale nie mówiliśmy po polsku, wiedzieliśmy co to jest pączek, wiedzieliśmy, że babcię nazywa się babcią, ale ta kultura nie była nam bliska. Mało osób wróciło do Polski w latach 80. i dlatego ludzie nie wiedzą co się stało w tym kraju. Społeczeństwo francuskie jest jak puzzle, składa się z mieszkańców pochodzenia m.in. włoskiego, portugalskiego, polskiego, węgierskiego, maghrebskiego, rosyjskiego czy afrykańskiego, którzy mieszkają we Francji od kilku pokoleń. Każdy z nich ma swoją własną historię, historię swojej wspólnoty, którą trzeba pokazywać, na przykład w komiksie właśnie. Jest komiks z Wybrzeża Kości Słoniowej pt. „Aya de Yopougon”, który został również zekranizowany, dzięki któremu poznajemy tamtejsze życie. Nie znając tego komiksu, na temat Wybrzeża Kości Słoniowej nie wiemy wiele, tylko to, że jest problem z nazwą tego kraju i z bezpieczeństwem. Bez komiksu nie byłoby też ekranizacji, która dociera do jeszcze większej liczby odbiorców.

FR: Czyli Francja korzysta z tej różnorodności kulturowej?

Tak, to jest niezbędne do nawiązania dialogu kulturowego. To pozwala poznać swojego sąsiada, jego zwyczaje. Francuzi czytają dużo komiksów i one pomagają im w komunikacji międzykulturowej.

FR: Wróćmy do tematu biblioteki. Rok 2020 to we Francji rok komiksu, czy planuje Pan zorganizować jakieś akcje promocje, aby uczcić to wydarzenie?

LD: Po pierwsze, uzupełnimy naszą kolekcję i w marcu uruchomimy możliwość wypożyczenia komiksów. Kiedy pracowałem w Niemczech, przeprowadzałem szkolenia dla pedagogów z wykorzystaniem komiksów właśnie i chcę to powtórzyć w Polsce, więc musimy powiększyć nasze zbiory. Zorganizujemy szkolenia dla nauczycieli, różnego rodzaju spotkania, zajęcia rysunkowe dla dzieci. Na Festiwalu Komiksu spotkałem kilka osób, które są zainteresowane współpracą, byli to wydawcy, twórcy oraz ludzie, którzy są po prostu zainteresowani tym tematem. Nasza biblioteka znajduje się w łódzkiej Manufakturze, więc w soboty jest tam bardzo dużo ludzi i mamy nadzieję zaproponować im ciekawe wydarzenia. Będziemy również współpracować z Delegacją Walonia-Bruksela. Nie da się stworzyć tego miejsca bez udziału partnerów, o których już mówiłem. Komiks i region Walonia-Bruksela są zbyt mało znane w Polsce w stosunku do potencjału jaki w sobie zawierają, więc możemy zrobić również dział poświęcony temu regionowi w komiksie, z książkami po polsku i francusku, żeby ułatwić dostęp do tych informacji również osobom, które nie znają języka francuskiego. Na razie mamy dużo książek po francusku i dla wielu osób stanowi to trudność. Jeśli udałoby się znaleźć wydawców, którzy chcieliby nas wesprzeć, uzupełnilibyśmy naszą kolekcje o polskie wersje językowe tych komiksów. Skoncentrowalibyśmy się na kilku tytułach, np. na Smerfach lub na serii Ralf Azam, która jest stworzona przez Lewisa Trondheima i wydana w Polsce przez wydawnictwo Timof. To wspaniała epopeja, którą moglibyśmy przyrównać do „Władcy pierścieni”. Jej styl jest absolutnie unikatowy, rysunki nie są realistyczne, ale bardzo magiczne. Widziałem się także z przedstawicielami wydawnictwa Kurc, które wydało „Niezwykłą podróż”. Warto poznać tę historię w klimacie steampunk, której akcja rozgrywa się w czasach I wojny światowej, ale w alternatywnym świecie. Znajdziemy tam wspaniałe rysunki i niezwykłe kolory oraz niesamowite pomysły, które wyprzedzają epokę. Rysownik jest Włochem, a scenarzysta Francuzem. To piękna produkcja i warto dać możliwość poznania tego komiksu również tym, którzy nie mówią po francusku. Może to ich zainspiruje do nauczenia się języka. Jest jeszcze wiele wspaniałych pozycji, które nie zostały przetłumaczone.

FR: Czyli biblioteka służy też promocji języka francuskiego.

LD: Oczywiście! Można poznać kulturę bez znajomości języka, ale zawsze w pewnym momencie trzeba się go nauczyć. Inaczej nie mamy dostępu do wszystkiego, co oferuje nam dana kultura.

FR: A gdyby miał Pan polecić jeden komiks, dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją komiksową przygodę, co by to było?

LD: Nie można polecić jednego komiksu dla każdego, trzeba wiedzieć co czytelnik lubi, czy jest zmęczony, czy ma dużo czasu na czytanie i dopiero wtedy można mu coś doradzić. Ale moim współpracownikom z Łodzi, którzy słabo znają komiksy, polecam twórczość Troncheta, który pochodzi z północy Francji. Jego humor jest bardzo ostry i ironiczny, więc jeśli nie jest się na to gotowym, można się zdziwić. Ale zawsze powtarzam, że nie da się zrozumieć francuskiego ducha bez zrozumienia francuskiego poczucia humoru. Tronchet drwi z poważnych rzeczy. Wiem, że często tworzą się przez to nieporozumienia, ponieważ Francuzi śmieją się w zasadzie z wszystkiego, a w niektórych kręgach nie można tego robić i czasem trzeba bardzo uważać. W komiksach lat 80. i 90. istniała niezwykła wolność słowa, ale czasy się zmieniły. Nie można śmiać się z religii ani z obozów koncentracyjnych, to są delikatne tematy, ponieważ często są one wykorzystywane w złych intencjach. A kiedyś osoba śmiejąca się z obozu koncentracyjnego nie była uważana za rewizjonistę lub negatywistę. To był po prostu ktoś, kto miał dystans do wszystkiego, nawet do tego, co nie jest śmieszne.  

Autorem, którego bym również polecił, jest Marc-Antoine Mathieu, twórca postaci, która nazywa się Julius Corentin Acquefacques. Zarówno treść jak i aspekt graficzny jego komiksów są niezwykłe: są czarno-białe, z dużym kontrastem. Poruszają tematy filozoficzne, ale ponieważ jesteśmy w jakiejś historii, nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero po chwili orientujemy się, że te przemyślenia są bardzo głębokie. Dodatkowo, na niektórych stronach są dziury, ale czytając nie zdajmy sobie z tego sprawy, a potem przewracamy kartkę i widzimy ten sam rysunek, który też ma tam sens. Więc jest to też dla osób, które nie są fanami komiksów, bo uznają je za zbyt dziecinne.

Osobiście bardzo lubię komiksy bez tekstu, np. „Un Océan d’amour”. Jest to historia przyrody, mężczyzny płynącego statkiem, który wypływa na ocean i trafia na morze plastiku. Zatem historia dotyka bardzo aktualnego problemu. Żona głównego bohatera go poszukuje i znajduje go na Kubie Fidela Castro. A wszystko to bez tekstu! Okładka ma formę puszki sardynek. Piękne obrazki i głęboka treść.

FR: Na koniec podkreślmy jeszcze, że komiksy są idealne dla osób, które się uczą języka.

LD: Dokładnie! Mówię biegle po niemiecku i bardzo dobrze po polsku i nauczyłem się języka właśnie dzięki komiksom. Kupowałem komiksy w dwóch wersjach językowych, żeby nie używać słownika. W komiksie znajdziemy język mówiony. To wspaniałe, że można zobaczyć jak formułować zdania, jak wyrażać myśli w kilku zdaniach. Komiksy dają wiele możliwości. Są jak teatr, możemy się zatrzymać na jakimś obrazie i wiele z niego wyczytać. A w kinie musimy nadążać za rytmem filmu, nie możemy się zatrzymać i zastanowić. Dodatkowo, to jest coś typowego dla kultury francuskiej. We Francji jest wiele księgarni, które specjalizują się w komiksach. W supermarketach są działy z komiksami i kiedy rodzice robią zakupy, dzieci spędzają cały ten czas czytając komiksy. Dla Francuzów to jest bardzo ważne i wyjątkowe. Należy o to dbać i rozpowszechniać wiedzę na ten temat. Oczywiście Francja i Belgia nie są jedyne, ale po prostu są to kraje zrzeszające twórców, którzy mogą tam robić coś wspaniałego.

FR: Uważam, że to naprawdę wspaniałe, że ta biblioteka powstała i mam nadzieję, że będzie się wspaniale rozwijała.

LD: To, co jest ważne w tym projekcie to wsparcie naszych partnerów, dzięki którym mogliśmy wyjść do ludzi. Ludzie udostępniają informacje o naszej bibliotece, podoba im się ta inicjatywa. Instytut Francuski odgrywa tutaj bardzo ważną rolę, ponieważ dzięki jego internetowej bazie danych, komiksy mogą dotrzeć do ludzi w całej Polsce: do Warszawy, Lublina, Krakowa, Olsztyna, wszędzie tam gdzie jest Instytut lub Alliance Française i to jest nam absolutnie niezbędne! Wyspecjalizowaliśmy się w dziedzinie, która, podobnie jak Łódź, patrzy w przyszłość. Łódź nie ma historii jak Kraków czy Warszawa, ale ma historię, którą sama sobie pisze. Współpracuję z łódzkim biurem turystycznym i  uwielbiam zdanie, które usłyszałem od jednego z przewodników „Jeśli chcecie zobaczyć przeszłość Polski, jedźcie do Krakowa. Jeśli chcecie zobaczyć teraźniejszość Polski, jedźcie do Warszawy. A jeśli chcecie zobaczyć przyszłość Polski, zapraszamy do Łodzi”. I to jest niezwykłe, że uczestniczymy w tworzeniu się tego miasta, wspieramy je w tym procesie. Francuska firma uczestniczyła w renowacji Manufaktury, Festiwal Komiksu od dawna jest partnerem miasta, jest wiele inicjatyw lokalnych, które są związane z Francją, pojawiła się biblioteka Alliance Française, które świętuje w tym roku dziesięciolecie istnienia w Manufakturze oraz czterdziestolecie nieprzerwanego istnienia w Łodzi. Łódź była swego rodzaju prekursorem, później nastąpiła epoka różnych tragedii i miasto zmieniało się, ale zawsze przyświecała mu idea łączenia społeczności i kultur co jest jego niezwykłym bogactwem. Mamy nadzieję, że na tym poziomie również będziemy mogli wspierać to miasto, oferując mieszkańcom Łodzi i Polski wyjątkowe dzieła.  

FR: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

LD: Dziękuję bardzo.

Autor zdjęć: Bogdan Szymczak

0 Comment 1350 Views

Related Post

Podsumowanie 2019 roku

Podsumowanie 2019 roku

Leave a Reply