Looking for something?

In Standard

Science-fiction XIX wieku

Science-fiction XIX wieku

Czasem odnoszę wrażenie, że współcześni pisarze i pisarki dążą za wszelką cenę do przeprowadzenia literackiej rewolucji. Eksperymentują ze zdaniami, podziałem fabuły,  interpunkcją, metaforami lub narracją do tego stopnia, że zdarza się, iż forma przerasta treść. Potem sięgam po książki z XVIII lub XIX wieku i napawam się klasycznym podejściem do formy, jasnym podziałem na rozdziały, z których każdy ma tytuł odnoszący się do jego treści, a fabuła jest wartka, ciekawa i jasna. Ale czy aby na pewno te książki są „zwykłe”? A może to ja patrzę na nie przez pryzmat współczesności, a w czasach kiedy powstawały one również rewolucjonizowały literacki świat? Takie właśnie przemyślenia pojawiły się w mojej głowie w czasie lektury „Ewy jutra” autorstwa Auguste’a Villiersa de l’Isle-Adama, powieści niezwykle ciekawej i jak się domyślam, mocno kontrowersyjnej i rewolucyjnej pod koniec XIX wieku.

„Ewa jutra” uznawana jest za prekursorkę powieści science-fiction oraz za jedną z pozycji, które zapoczątkowały nowy nurt w literaturze francuskiej – symbolizm. Jeśli miałabym zdefiniować motyw przewodni tej powieści to powiedziałabym, że jest nim dążenie do doskonałości, która niekoniecznie daje szczęście i gwarantuje powodzenie. Ucieleśnieniem tej perfekcji ma być andreida, czyli sztuczna kobieta. Dotykamy tutaj kolejnego, niezwykle ważnego motywu tej książki, czyli sposobu postrzegania kobiet w ówczesnym społeczeństwie. Villiers dał popis daleko idącego mizoginizmu, który jak dowiadujemy się z posłowia, wywołany był wieloma przeżytymi przez niego zawodami miłosnymi.

Sama fabuła powieści rozpoczyna się w sposób dość klasyczny. Załamany i bliski samobójstwa lord Ewald odwiedza swojego przyjaciela Edisona, aby zwierzyć mu się ze swych trosk. Zakochał się on w przepięknej kobiecie, aktorce, która jednak oprócz wspaniałej aparycji nie reprezentuje ani krzty inteligencji, taktu czy nawet moralności (przypomina to odrobinę przypadek Wokulskiego i Łęckiej). Przy tej okazji padają liczne stwierdzenia dotyczące istoty kobiecości, które, no cóż… są dziś trudne do zaakceptowania:

„Przecież na jednym z soborów zastanawiano się nawet, czy kobieta ma w ogóle duszę! Kobieta myśli zachciankami, a jej „sądy” to opinie mężczyzny, który akurat ją pociąga. (…) Oto te kobiety, te „trzpiotki”! Zwykłe zabawki dla przechodnia (…)”

(Mam jednak wrażenie, że poglądy niektórych mężczyzn na temat kobiet niewiele się zmieniły na przestrzeni dziesięcioleci). Ubolewając nad małością kobiet, Ewald i Edison zawierają pakt: Edison stworzy dla Ewalda sztuczną kobietę, która będzie łączyła w sobie piękno jego ukochanej i inteligencję, której na co dzień kobietom brak. Villiers opisał andreidę w najdrobniejszych technicznych szczegółach: żyły są zastąpione drucikami, ruch ciała jest możliwy dzięki szklanym płytkom przewodzącym prąd, płuca to dwa fonografy, a dzięki zwojom cynfolii kobieta idealna może mówić nawet przez siedem godzin! Te techniczne fragmenty zrobiły na mnie niemałe wrażenie. Przypuszczam, że osoba znająca się na fizyce lub mechanice dopatrzy się jakichś nieścisłości lub błędów, ale dla mnie, jako dla laika w tej dziedzinie, było to imponujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę okres, w jakim książka powstała.  

Oprócz niezwykle ciekawej treści, warto zwrócić uwagę na absolutnie wspaniały język. Przyznam, że sięgając po tę książkę miałam pewne obawy czy nie będzie się jej ciężko czytać z uwagi na archaiczny język. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Książkę, która opiera się na dialogach i monologach, czyta się rewelacyjnie. Język jest barwny, trochę górnolotny, ale nie pretensjonalny. To ogromna przyjemność obcować z tekstem, w którym żadne słowo nie jest przypadkowe. Warto tutaj również podkreślić ogromną pracę tłumacza Ryszarda Engelkinga, który oddał w ręce polskiego czytelnika prawdziwą literacką perełkę. W tekście czuć fascynację Baudelairem, który nie tylko wpłynął na literackie inspiracje autora, ale również na jego poglądy, w których wyczuwa się atmosferę fin de siècle, czyli przeświadczenia o zmierzaniu świata ku upadkowi związanemu z końcem stulecia.  Mówiąc o formie tej książki, nie mogę nie wspomnieć o cytatach, które otwierają każdy rozdział, a które, jak pisze Engelking w posłowiu, Villiers przytaczał często z głowy przez co nie można być pewnym ich poprawności. Stanowią one jednak dowód niezwykłej erudycji pisarza.

Książka podobała mi się zarówno w warstwie językowej, jak i treściowej. Mimo wielu skandalicznych opinii na temat kobiet, które kładłam na karb realiów epoki, miałam wrażenie, że  bohater nie ma nic złego na myśli, pragnie tylko odnaleźć szczęście przy idealnej kobiecie, która jak się potem okaże nie istnieje. A czy nie jest to pragnienie każdego z nas? Znaleźć osobę, która będzie nam odpowiadała we wszystkich aspektach? Bardzo zachęcam do sięgnięcia po tę nietuzinkową książkę, która przemyca również wiele filozoficznych aspektów, nad którymi warto się pochylić. Spójrzmy wstecz i nabierzmy dystansu do tego co tu i teraz dzięki tej XIX-wiecznej literackiej podróży w czasie.

Auguste hrabia de Villiers de l’Isle de l’Adam to urodzony w Bretanii twórca, żyjący w latach 1838-1889. Za życia nie osiągnął spektakularnego sukcesu, mimo iż dziś jest traktowany jako jeden z prekursorów francuskiego symbolizmu (jest to nurt, który zakłada, iż nie da się poznać świata zmysłami i rozumem, stąd przeświadczenie o ważnej roli symbolu w tym procesie). W jego dziełach wyraźnie widać nienawiść do kobiet, ale także do pieniądza, który może zniewolić człowieka. Jest autorem licznych powieści, sztuk teatralnych oraz dwóch tomików poezji.  

Auguste de Villiers de l’Isle-Adam
Ewa jutra (LÈve future)
Tłum. Ryszarda Engelkinga
Państwowy Instytut Wydawniczy (Gallimard)

Tagged In:
0 Comment 759 Views

Leave a Reply