Looking for something?

In Standard

Wizjoner na emeryturze?

Wizjoner na emeryturze?

Wrażenia po przeczytaniu „Serotoniny” mogłabym streścić w zdaniu, które przyszło mi do głowy, odpowiadając na pytanie koleżanki, co sądzę o tej książce: Houellebecq chciał być tak rewolucyjny jak 15 lat temu, ale nie zorientował się, że minęło już 15 lat. Oczywiście w swojej recenzji nie poprzestanę tylko na tym zdaniu.

Na pierwszej stronie pojawia się stwierdzenie, że pierwszą poranną czynnością głównego bohatera jest włączenie ekspresu do kawy. Pomyślałam: „dobrze się zaczyna, chyba się dogadamy”. Ale była to na szczęście ostatnia rzecz, która nas łączyła. Florent-Claude Labrouste, dobiegający pięćdziesiątki urzędnik pracujący we francuskim Ministerstwie Rolnictwa to mężczyzna w depresji, który funkcjonuje tylko dzięki antydepresantom o nazwie Captorix, podnoszącym poziom tytułowej serotoniny. Cudowne pastylki mają jednak efekty uboczne, m.in spadek libido, który oznacza dla bohatera utratę ważnego aspektu życia. Powoduje on również wzmożone refleksje na temat otaczającego go świata. Z każdą kolejną stroną coraz lepiej poznajemy emocjonalną stronę Florenta-Claude’a i odkrywamy jak bardzo jest on niedojrzały i jak bardzo nie jest w stanie wejść w jakąkolwiek relację uczuciową, która miałaby wymiar głębszy niż ten seksualny. Wspomina kobiety, które uczestniczyły w jego życiu i koniec tych związków spowodowany jego strachem i chęcią ucieczki. A jeśli przy tym temacie jesteśmy, to jakbym nie była przygotowana na zamiłowanie Houellebecqa do scen seksu i do faktu, że wszystko mu się z nim kojarzy to jednak nie znajduję wytłumaczenia dla wrzuconych zupełnie znikąd i nie mających większego związku z historią aktów zoofilii i pedofilii. Dziwi mnie również, że w czasach, kiedy mówi się tak wiele o prawach kobiet, w czasach #MeToo, #timesup i innych ruchów walczących o godne traktowanie kobiet, Houellebecq pisze o nich w sposób skrajnie przedmiotowy, jak o zabawce do zaspokajania męskich fantazji seksualnych i nikogo to nie mierzi. Mnie i owszem.

Oczywiście miejsce pracy bohatera nie jest przypadkowe. Dało ono bowiem Houellebecqowi pretekst do krytykowania globalizacji i polityki rolnej Unii Europejskiej. Florent-Claude obwinia Brukselę, czyli Unię, za problemy swoich kolegów rolników, posiadających własne gospodarstwa. Odwiedza starego znajomego, właściciela gospodarstwa rolno-hodowlanego, który, ku rozpaczy swojego ojca, z powodu braku odpowiednich dochodów, odsprzedaje coraz to kolejne części swojej ziemi. Poznaje też jego przyjaciół, także rolników, którzy z powodu kryzysu mlecznego (spowodowanego nałożonymi przez UE kwotami mlecznymi i importem mleka z zagranicy) popełniają samobójstwa, jeden po drugim. Cała ta sytuacja prowadzi do mobilizacji społecznej i do… zablokowania francuskich autostrad. Brzmi znajomo? Dziś na pewno tak. Myślę, że wiele osób, zwłaszcza Francuzów niezadowolonych z obecnej sytuacji ich kraju, będzie się dopatrywać wizjonerstwa Houellebecqa i traktować „Serotoninę” jako manifest Żółtych Kamizelek i środowisk skrajnie prawicowych. Moim zdaniem jednak nastroje społeczne we Francji od dłuższego czasu były tak napięte (wystarczy popatrzeć na drastycznie spadające słupki poparcia dwóch ostatnich prezydentów), że wyjście Francuzów na ulicę było kwestią czasu. Ja wizjonerstwa bym się nie doszukiwała.

Ale żeby nie było tak pesymistycznie, uważam, że warto przeczytać tę książkę z kilku powodów. Po pierwsze, żeby mieć swoją opinię na jej temat. Jest to ten typ książki, który budzi kontrowersje i dyskusję społeczną. Warto móc zająć w niej jakieś stanowisko. Po drugie, jest to pisarz tak kultowy i tak precyzyjnie umieszczający swoje powieści we współczesnych realiach, że warto poznać też jego wizję Francji, w której Paryżanie są skoncentrowanymi na ochronie środowiska burżujami, których nie interesują problemy Francuzów spoza stolicy. Po trzecie, tę książkę się dobrze czyta. Houellebecq pisze w sposób przyjazny czytelnikowi, jego zdania są proste, ale nie prostackie. No i po czwarte, nie pozwólcie pozbawić się tego uczucia, gdy czytacie kolejne strony „Serotoniny”, a przed oczami macie Houellebecqa w oparach dymu papierosowego, w jakimś małym, obskurnym pokoiku, który drwiąco patrzy na świat i wstukuje w klawiaturę lub przelewa na papier hektolitry pogardy dla otaczającego go świata. Chyba żaden inny pisarz nie jest tak widoczny i towarzyszący w lekturze jak on. 

Nie ma wątpliwości, że Houellebecq to postać kultowa i bezkompromisowa. Mówi co myśli i mimo że przysparza mu to wielu wrogów wytaczających mu procesy sądowe (np. za szerzenie mowy nienawiści nasączonej rasizmem i islamofobią), jego słowa często odzwierciedlają prawdziwe ja Francuzów, którego jednak wciąż nie mają odwagi odkryć. Bo jak inaczej wytłumaczyć rzesze fanów, którzy w ciemno kupują każdą jego nową książkę oraz nagrodę Goncourtów otrzymaną w 2010 r. za „Mapę i terytorium”? Z pewnością przyczynił się do zrewolucjonizowania literackiego świata we Francji, napisał wiele doskonałych książek, które pokazały inne oblicze tego kraju i które pozwoliły Francuzom odnajdować w nich siebie: ludzi z problemami, bez pieniędzy, bez perspektyw, zagubionych, tak jak w prawdziwym życiu.

Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić czy ta książka jest dobra. Moje odczucia na jej temat odbywają cały czas przejażdżkę na rollercoasterze. Zastanawiając się nad tym co mi się podobało, a co nie, z dnia na dzień, z godziny na godziny, nabierałam przekonania, że ta książka mi się nie podobała i to wrażenie wciąż narasta. Z kolei myśląc o znaczeniu tej książki dla francuskiej i europejskiej kultury, jestem coraz bardziej pewna, że jest ważna, bo skłania do refleksji i do stawienia czoła właśnie tak skrajnym odczuciom, jak te moje.

Michel Houellebecq
Serotonina (Sérotonine) 
Tłumaczenie: Beata Geppert (książka ukaże się w Polsce 15 maja 2019 r.)
Wydawnictwo W.A.B. (Flammarion)

11 komentarzy 1493 Views

Related Post

11 komentarzy

  1. Houellebecq to pisarz mocno kontrowersyjny i skandalizujący, ale wydaje mi się, że ma niezwykle trzeźwe spojrzenie na to co się dzieje w jego rodzinnej Francji i w ogóle w Europie i na świecie. O ile nie traktuje się jego książek dosłownie to trzeba przyznać, że potrafi otworzyć czytelnikowi oczy na wiele absurdów i zakłamań współczesnego świata.

    1. Nie jestem pewna, czy jest to „trzeźwe” spojrzenie, raczej spojrzenie przez pryzmat swoich indywidualnych przekonań. Ale rzeczywiście, jeśli czytelnik wypośrodkuje to, co serwują nam media i wizję Houellebecqa może otrzymać ciekawy rezultat,

  2. Jakoś mnie twórczość tego pana nie przekonuje. Mam wrażenie, że jest w tym więcej chęci prymitywnego skandalizowania niż zwrócenia uwagi czytelników na jakiś problem społeczny. Poza zmieszaniem z błotem kolejnych grup społeczeństwa autor nie proponuje nic w zamian, żadnego pomysłu na zmianę, a obrażać innych potrafi każdy. Natomiast o jego tendencyjnym sposobie przedstawienia kobiety jako „dziwki”, która czasem tylko wykazuje oznaki umiarkowanej inteligencji nie wspomnę, bo szkoda słów.

    PS Gratuluję pomysłu bloga, bo brakowało czegoś takiego w sieci!

    1. Bardzo dziękuję za komentarz! Tak jak napisałam w tekście, nie rozumiem jak to możliwe, że różne środowiska nie reagują na taki obraz kobiety w twórczości Houellebecqa. Myślę też, że jego się albo uwielbia, albo nie znosi. Mało kto pozostaje obojętny. Co ciekawe, ostatnio słuchałam audycji w radiu France Culture na temat tej książki i tak jak raczej słyszy się same pozytywy na jej temat to tutaj specjalistka wypunktowała spostrzeżenia podobne, do tych, które Pani przywołuje.

  3. Przypuszczam, że działa tu efekt popularnego nazwiska i wychodzenia z założenia, że takiemu pisarzowi można wybaczyć różne dziwactwa, bo przecież to zacny pisarz! Weinsteinowi w Hollywood też wiele wybaczano, bo był znany i wpływowy. Oczywiście nie można panu Houellebecqowi zabronić opisywania świata tak jak on sam go widzi, ale wydaje mi się, że można by stonować trochę te zachwyty nad jego twórczością i ogólną czołobitność w stosunku do jego osoby, bo już chociażby taki nasz Miłoszewski potrafi wypunktować przywary społeczeństwa w sposób bardziej cywilizowany i bez konieczności obrażania kogokolwiek.

    No to mam nadzieję na jakiś ciekawy wpis a propos tej audycji o Houellebecqu 🙂 pozdrowienia serdeczne dla Pani Autorki!

    1. Słuszne uwagi 🙂 rzeczywiście, mogę pomyśleć o wrzuceniu jakichś ciekawych spostrzeżeń z tej audycji, dziękuję:) Również serdecznie pozdrawiam i zapraszam na profil na facebooku i instagramie, gdzie są różne dodatkowe informacje 🙂

  4. Zgadzam się, że opisy kobiet i scen seksu w książkach Houellebecqa to gruba przesada. Tym bardziej, że nic nie wnoszą do fabuły, a mogą być dla wielu czytelników po prostu niesmaczne i obraźliwe. Natomiast same spostrzeżenie na temat współczesnego społeczeństwa (nie tylko francuskiego, ale szerzej zachodniego) są bardzo trafne i zgrabnie przedstawione 🙂

  5. A którą książkę Pana H. byś poleciła? Nic jeszcze nie czytałam, ale tak jak mówisz warto sięgnąć, chociażby tylko żeby mieć własne zdanie.

    1. Ja czytałam jeszcze „Mapę i terytorium” i „Uległość”, zacznij od tej pierwszej 🙂

      1. Jedną i drugą mam na półce, więc obiecuję, że niedługo sięgnę 🙂

        1. Super, koniecznie podziel się wrażeniami 🙂

Leave a Reply