Looking for something?

In Standard

Zamorska przypowieść

Zamorska przypowieść

Lubię wiele aspektów literatury francuskiej, ale chyba najbardziej cenię jej różnorodność. Nie chodzi mi tu jednak tylko o wielorakość tematów, stylów, czy form. Ważniejsza jest dla mnie różnorodność kulturowa, która wynika z posiadanych przez Francję licznych terytoriów zamorskich, jak również z jej polityki migracyjnej. Nie zamierzam tutaj oceniać politycznych postaw i rozwiązań stosowanych przez rząd w Paryżu przed laty i dziś, ale, aby dobrze zrozumieć kulturę francuską, musimy mieć zawsze z tyłu głowy, że Francja jest tyglem kulturowym skupiającym na swoim terytorium liczne narodowości, rasy i religie. Piszę o tym, ponieważ autor „L’esclave vieil homme et le molosse” („Stary niewolnik i molos” – tłum. własne) – Patrick Chamoiseau pochodzi z Martyniki, od 1946 r. mającej status departamentu zamorskiego Francji.

Książka „L’esclave vieil homme et le molosse”, wydana we Francji w 1997 roku, została w zeszłym roku opublikowana w Stanach Zjednoczonych pod tytułem „The Old Slave” (tłum. Linda Coverdale) i od razu znalazła się na liście 100 Notable Books of 2018 przygotowanej przez dziennikarzy The New York Times. Postanowiłam się więc przekonać, dlaczego amerykańscy dziennikarze zwrócili uwagę akurat na tę pozycję. Muszę przyznać, że już po kilku pierwszych zdaniach wiedziałam, że to będzie książka wyjątkowa i nie pomyliłam się.

Sama fabuła nie jest skomplikowana. Jest to historia bezimiennego niewolnika, który postanawia uciec z plantacji trzciny cukrowej. Jednak to nie historia, a język, konstrukcja i symbolika tworzą niesamowity klimat tej książki. Kiedy myślę o czasach niewolnictwa, często mam przed oczami amerykańską plantację i grupę zmęczonych ludzi, śpiewających w czasie mozolnej pracy lub opowiadających sobie wieczorem historie, zawierające wiele mądrości i prawd życiowych. Podczas lektury tej książki czułam się właśnie jak słuchacz takiej opowieści. Barwnej, pięknej i mądrej. Precyzyjne czasowniki, plastyczne opisy natury i kreolskie słowa sprawiały, że czułam wilgoć i zapach lasu, pot zmęczonych niewolników i liście pod stopami. Ja po prostu tam byłam.

Konstrukcja zdań miała również odzwierciedlać wydarzenia. Zdania zawierające opisy były długie i bogate, a te, które przedstawiały ucieczkę lub walkę – krótkie, urywane, często złożone z pojedynczych czasowników. Dawało to niesamowity efekt: czytając, podziwiałam przyrodę lub biegłam do utraty tchu.

Chamoiseau wszedł również w bezpośredni dialog z czytelnikiem. Pierwsza i ostatnia część książki to rodzaj odautorskich uwag. Odwołuje się w nich między innymi do kreolskich tradycji i do swojej wcześniejszej książki „Texaco”. Ten zabieg potęguje wrażenie przechodzenia ze świata realnego do świata przypowieści.

Jak już wspomniałam bardzo ważna jest symbolika bohaterów książki. Niewolnik symbolizuje każdego niewolnika tamtych czasów. Nie wiemy nic na temat jego pochodzenia, dokładnego wieku, czy nawet imienia. Natomiast pies łączy cechy właściciela plantacji (jest agresywny i pilnuje niewolników) i niewolnika (przebył długą drogę statkiem, żeby pracować, żyć na uwięzi i wychodzić z klatki tylko pod okiem pana, który ma dla niego konkretne zadania). Pies pokazuje przez to, że człowiek jest zawsze człowiekiem, a niewolnik i pan to etykiety systemowe. W książce znajduje się piękny fragment, w którym wyraźnie widać zacieranie się klas i statusów społecznych. Są to wspomnienia pana. Wraca myślami do momentów, kiedy niewolnik towarzyszył jego narodzinom, uczył go ujeżdżania koni, odczytywania znaków natury i kiedy był przy śmierci jego ojca.

I na koniec drobna refleksja. W Polsce wydano powieść, za którą Chamoiseau otrzymał nagrodę Goncourtów w 1992 roku – „Texaco” (książkę wydało wydawnictwo Prószyński i S-ka, a przetłumaczył ją Adam Szymanowski), ale publikacja ta przeszła w naszym kraju bez echa. We Francji Chamoiseau jest bardzo doceniany, w Stanach Zjednoczonych podobnie. Zastanawia mnie, czy to odległa od naszych realiów tematyka niewolnictwa sprawia, że książki na ten temat nie są zauważane w Polsce? Szkoda, że nie mówi się i nie promuje się u nas literatury, która ukazuje inny, nieznany nam krąg kulturowy. Jak inaczej mamy się czegoś o nim dowiedzieć, jeśli nie z książek?

Patrick Chamoiseau
The Old Slave (L’esclave vieil homme et le molosse)
Tłumaczenie na j.angielski: Linda Coverdale
The New Press (Gallimard)
7 komentarzy 1314 Views

Related Post

A gdyby było inaczej?

A gdyby było inaczej?

Każdy żyje po swojemu

Każdy żyje po swojemu

7 komentarzy

  1. Myślę, że jako kraj, który nigdy nie miał kolonii nie do końca czujemy tematykę niewolnictwa. Zniewolenia jak najbardziej, ale nie niewolnictwa. Wszystko to wydaje się nieco egzotyczne. Czytałam jakiś czas temu „Królestwo z tego świata” Alejo Carpentiera, gdzie autor trochę w sposób historyczny, trochę magiczny, opisywał dzieje Haiti, która była w połowie kolonią hiszpańską, a w połowie francuską. I choć ogólnie książka bardzo mnie nie porwała, to pozwoliła mi na późniejsze zagłębienie się w ten wycinek świata. A o to chyba chodzi? 😉

    1. Dokładnie o to chodzi 🙂

  2. W zasadzie w Polsce niewolnictwo kojarzy się jedynie z plantacjami bawełny w USA, problem niewolnictwa jako zjawiska innego niż amerykańskie nie jest właściwie w ogóle poruszany, a procederem tym parali się też Brytyjczycy, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy czy Arabowie. Warto przybliżyć rodakom również te aspekty historii.

  3. Zapisane do długiej listy książek, które muszę przeczytać!

    A nawiązując do dyskusji… szkoda, że literatury francuskiej i w ogóle innej niż anglosaska się w Polsce specjalnie nie promuje. Podobnie jest z ogólną wiedzą na temat świata. Rodzime media kręcą się tylko wokół naszego małego, klaustrofobicznego podwórka, a wystarczy włączyć BBC, France 24 czy sięgnąć po literaturę inną niż amerykańska i okazuje się, że świat jest ogromny i różnorodny. Fakt, że nie byliśmy państwem kolonialnym nie ma tu moim zdaniem nic do rzeczy. Aby być człowiekiem światłym nie trzeba mieć przeszłości plantatora czy handlarza niewolników. Wystarczy być ciekawym i rozejrzeć się dalej niż koniec własnego nosa. U nas niestety to nadal kuleje, ale też mam wrażenie, że odpowiedzialne za to instytucje nie robią w zasadzie nic, aby promować swoją kulturę u nas. Wyjątek stanowi tu chyba tylko kultura żydowska, która lata temu wykształciła w naszym kraju szereg festiwali, mających upamiętniać bytność Żydów na ziemiach polskich.

    1. No i właśnie, niestety mam wrażenie, że Instytut Francuski nie robi wszystkiego, co mógłby, żeby wypromować kulturę frankofońską. W marcu jest organizowany, jak co roku, Festiwal Frankofonii, a żeby się o nim czegoś dowiedzieć, trzeba szukać. Nie jest to polityka wyjścia do potencjalnego odbiorcy.

  4. Mam wrażenie, że tak samo jest z książkami o niewolnictwie pisanymi po angielsku. „Kolej podziemna”, którą polecał sam Obama u nas przeszła bez echa, a kto zna Toni Morisson czy Alice Walker? Dużo lepiej znamy chyba filmy o niewolnictwie, łatwiej nam może wtedy sobie to wyobrazić? Ciekawe.

    1. Rzeczywiście, filmów jest bardzo dużo i wiele z nich mieści się w „klasyce” kina.

Leave a Reply